nareeta-martin-1615043-unsplash

Mindfulness to nie bułka z masłem.

Praktyka uważności nie zawsze jest przyjemna. Przyjemność nie jest też jej celem. Ta wiadomość bywa szokująca. Podobnie jak druga – że wcale nie chodzi o „niemyślenie”.

 

Jak to więc jest?
Opowiem historię.

 

We wtorek zapytałam uczestniczki czego dla siebie szukają na warsztatach z medytacji mindfulness. Bardzo często wśród odpowiedzi pada, że do rozpoczęcia przygody z uważnością motywuje nas stres, napięcie, natłok myśli, emocji. Tak było i tym razem – potrzeba zatrzymania, relaksu, odprężenia, odklejenia od powracających historii – one wiele energetycznie kosztują.

 

Po 45-minutowej praktyce zawsze rozmawiamy o tym, jak nam w niej było i jak czujemy się po. Niejednokrotnie słyszę, że bywało trudno – tu swędziało, tam bolało, gorąco było, a myśli jak helikoptery wokół głowy nieustająco krążyły.

 

Uwaga zdawała się być wszędzie tylko nie w ciele, wszędzie tylko nie przy oddechu. A jednak ciało jakby bardziej rozluźnione, mięśnie mniej spięte, barki opuszczone, brwi niezmarszczone, rytm oddechu i serca spokojniejszy. Myśli są, ale płyną również jakby wolniej, więcej między nimi przestrzeni, ktoś czuje radość, ktoś spokój, ktoś odprężenie, ktoś wciąż napięcie, ale zobaczył coś ważnego o sobie.

 

To cenne zauważyć, że to wszystko może być ze sobą razem.

 

simon-migaj-421505-unsplash

 

Że chociaż napięcie gdzieś wciąż jest, to gdzie indziej można się rozluźnić. Że można zobaczyć, jak – jeśli damy mu czas – umysł zwalnia obroty, a uwaga jest bardziej tam, gdzie chcemy by była. Że może, nie musi być idealnie (któż wie, jakby to miało być ;)), że myśli sobie są i będą, że niewygody także są i także będą, ale moje ich doświadczanie może się zmieniać. Że mój dzień po praktyce uważności może być inny, nawet jeśli było niewygodnie i trudno. Że mogę znaleźć w sobie więcej miejsca dla innych, gdy już odkleję się od swoich wewnętrznych historii. Zechcieć przekazać co mam – innym. Uczynić miejsce na to, by coś od kogoś przyjąć.

 

Że czasem się otwieram, a czasem zamykam i to jest w porządku. Że gdy czuję ból, to wiem, że minie. Że mój oddech jest zawsze ze mną a ja sama, poprzez praktykę, również mogę uczyć się być ze sobą, taką jaką jestem. Uczyć się od siebie, od innych i dawać z siebie innym. Mogę trenować swoją uwagę, swój umysł i dawać im czas.

 

Nie musi być idealnie.
Nie musi być przyjemnie.
Nie musi być bez myśli.
W ogóle nic się w mindfulness „nie musi” i to jest bardzo, bardzo fajne.

 

Jeśli chcecie poznać się z uważnością bliżej i poznawać ją krok po kroczku to serdecznie zapraszam Was na kurs, ostatni w tym letnim sezonie – w weekendowej formule co 2. tydzień od 16 czerwca, od 16:00. Termin zapisów mija w najbliższą środę a więcej informacji znajdziecie tutaj: najbliższy kurs mindfulness

 

Autor: Monika Wądołowska