54374618_1157937517717697_7926268149408727040_n

Dlaczego uważność? Historia osobista.

Uważność w moim życiu pojawiła się – podobnie jak w przypadku wielu ludzi – w sytuacji bardzo dla mnie trudnej. Jeśli wiesz, jak to jest nie przespać kilku nocy z rzędu, ponieważ Twój umysł nieustająco pracuje, a w Tobie jest wiele emocji w związku z tym, co dzieje się obecnie w Twoim życiu, to najpewniej mnie rozumiesz. Pewnego dnia, po maratonie takich nocy (nie pierwszym!), zupełnie wyczerpana, obudziłam się z myślą, że tak dalej być nie może, że nie chcę tak żyć. O dziwo była to myśl na tyle stanowcza i trzeźwiąca, że w jednej chwili stało się coś zadziwiającego. Z bycia zapętloną w to, co tworzył mój umysł stałam się na powrót świadoma tego, co było wokół.

 

Dostrzegłam wpadające przez okno poranne światło słońca i ucieszyłam się, że jest.

 

Zobaczyłam, jak pięknie maluje swoimi barwami ścianę. Poczułam, że chcę usiąść na podłodze i chwilę tak pobyć. Otworzyłam okno, przez które po chwili wpadło mroźne grudniowe powietrze, a ja usadowiona na podłodze pozwalałam sobie doświadczać dokładnie tego, co było wokół – zmieniającej się temperatury, przyjemnie solidnej, podpierającej mnie drewnianej podłogi, rześkości, słońca, ciszy wokół (której wcześniej nie słyszałam, bo tak głośne były myśli w mojej głowie. A przecież ona tu była, dostępna na wyciągnięcie ręki!) Moja – jak już dzisiaj wiem – króciutka medytacja była czymś bardzo przyjemnym i pozwoliła mi zyskać na nowo, bardziej pojemną perspektywę i co ważne – osadzoną w tym, co naprawdę było ( a nie tylko tym, co wydawało mi się, że jest lub może być). Doświadczyłam zatrzymania i spokoju. Co prawda jedynie przez kilka chwil, bo nie musiałam długo czekać, aż moje emocje i myśli powróciły 😉 ale były to dla mnie chwile przełomowe.

 

Nigdy wcześniej nie medytowałam.

 

Co więcej myślałam, że to zupełnie nie dla mnie. Miałam również bardzo różne skojarzenia ze wschodnimi ‘guru’ dlatego pozostawałam przy rozwiązaniach bardziej mnie przekonujących. Tego dnia, w tamtej chwili coś się jednak zmieniło. Gdy skończyłam zadałam sobie pytanie – czy to nie tak wygląda medytacja? Postanowiłam zgłębić temat, niestety szybko okazało się, że rodzajów medytacji jest wiele, a ja nie wiem, które źródło jest na tyle wiarygodne by mu zaufać. Był rok 2012 a ja postanowiłam znaleźć świeckiego nauczyciela medytacji zastanawiając się czy takowy w ogóle istnieje. W tamtym czasie było to dla mnie ważne. Pragnęłam, aby to ktoś wskazał mi drogę, nie chciałam czytać książek, oglądać filmików. Potrzebowałam przewodnika i… znalazłam. Do tego psychologa, psychoterapeutę. Byłam pod wrażeniem! Niedługo potem odbyłam kurs MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction) i kiedy go kończyłam zdarzyło się coś, co po raz drugi zmieniło moją perspektywę. Praktyka życzliwości (nazywanej też praktyką miłującej dobroci – Loving Kindness z ang.) To ona zdecydowała, że zapragnęłam nauczać uważności. To był prawdziwy przełom. Nigdy wcześniej nie byłam świadoma, że tak bardzo jej potrzebowałam i że mogę ją sobie podarować w tak prosty sposób! Chciałam, by inni też mogli tego doświadczać. By mogli poznawać sposoby na to, aby naprawdę, autentycznie, odważnie a jednocześnie życzliwie i akceptująco – uczyć się być ze sobą. Wszyscy znamy hasła o tym, aby siebie akceptować i odpuszczać to, co nam nie służy, a jednak zmagamy się z tym. Dzieje się tak dlatego, że najczęściej, nie wiemy jak to zrobić! Nie mamy narzędzi. Trening uważności mnie w nie wyposażył (przynajmniej częściowo ;)). Tak rozpoczęła się (i trwa nadal) moja ścieżka uważności, współczucia i życzliwości – prywatna i zawodowa. Wybrałam nauczanie metodą, która element życzliwości i współczucia podkreśla bardzo mocno. W ciągu kilku ostatnich lat doświadczyłam wielu podejść, spotkałam cudownych nauczycieli. Poszerzałam swoją wiedzę, wyjeżdżałam, praktykowałam.

 

tim-goedhart-334149-unsplash

 

Dlaczego o tym piszę?

 

Dlatego, że być może będzie to dla Ciebie ciekawe. Co mnie przyprowadziło do uważności? Kiedy teraz o tym myślę to można ująć to jednym słowem – cierpienie. Okoliczności życiowe nie były łatwe – niepewna sytuacja zdrowotna, zawodowa, osobista. Do tego, jakby nie było wystarczająco ciężko – ja sama (w swojej niewiedzy ale też braku umiejętności, by obejść się z tym inaczej) tego bólu i cierpienia sobie dokładałam! Trzeba przyznać, że chociaż nie chciałam źle, nie byłam dla siebie najlepszym wsparciem. Czy jestem nim dziś? To niełatwe pytanie, bowiem jest to nieustający proces, jednak dziś mam o tego narzędzia i co raz częściej bywam dla siebie dobra.

 

W 2012 roku badań nad uważnością nie było jeszcze tak wiele (chociaż całkiem sporo dostępnych zagranicą), a pierwsi nauczyciele uważności w Polsce odbyli swój trening w 2012 roku, temat więc był bardzo świeży, chociaż oczywiście medytacja była dostępna i wielu znana. Dzisiaj jest inaczej i bardzo mnie to cieszy, bo być może i Ty, czytając ten tekst zastanawiasz się, jak możesz sobie pomóc. Wszyscy doświadczamy cierpienia i związanego z nim stresu. Każdego z nas spotykają trudności, które bywają ponad nasze siły. Trening uważności pomaga nam kształtować w sobie umiejętność bardziej otwartego spotykania z nimi w taki sposób, by nie dokładać sobie cierpienia. Paradoksalnie właśnie to podejście łagodniej sprawia, że odczuwamy to cierpienie inaczej. Trening uważności nie jest terapią ani psychoterapią i nie może ich zastąpić. Może się natomiast z nimi uzupełniać.

 

Nie sprawi, że Twoje problemy znikną lub że przestaniesz doświadczać bólu, cierpienia, natłoku myśli i emocji. Istnieje jednak szansa, że wyposaży Cię w narzędzia, które będziesz mógł / mogła zastosować w każdej chwili. W narzędzia, które pomogą Ci bardziej świadomie, z większą otwartością i elastycznością przeżywać swoje własne, jedyne i przecież tak bardzo cenne życie 🙂 A czy będzie to proste? O tym niebawem.

 

Autor: Monika Wądołowska